Malbork zdobyty – relacja Mikołaja Lufta
Zawody w Malborku miały być dla mnie ostatnim sprawdzianem i najmocniejszym treningiem przed Mistrzostwami w Suszu i Radkowie. Dlatego też nie wypoczywałem przed startem, nie czułem też presji ani tremy.
W okolice startu dotarłem o 9 rano, słońce prażyło już niemiłosiernie. Na dwie godziny przed startem wszystko wydawało się być „dopięte na ostatni guzik” przez organizatorów. Jak zwykle nie spiesząc się, wstawiłem rower do boksu jako jeden z ostatnich, dzięki czemu mogłem porównać przygotowanie sprzętowe konkurencji. W Malborku wykonałem najdłuższą rozgrzewkę pływacką jaką kiedykolwiek zrobiłem przed startem. Stało się tak dzięki sędziom, którzy po wyczytaniu numeru każdego zawodnika według kolejności, od razu kierowali go do wody. Mając więc nr 2, pływałem walcząc z lekkim nurtem Nogatu prawie 20 minut, zanim rozległ się strzał startera. Tuż po starcie szybko ukształtowała się czołowa grupa, której przewodził Marcin Ławicki. Myślałem, że uda mi się utrzymać „w jego nogach”, ale był on tego dnia w bardzo dobrej formie pływackiej. Ja za to, już po raz trzeci w tym sezonie, spotkałem się w wodzie z Kacprem Adamem. Jak się później okazało, w tym roku to reguła, że wychodzimy razem z wody. Zmiana po pływaniu nie była tym razem mocnym punktem mojego startu. Po wzięciu roweru z boksu zapomniałem założyć numer startowy, co kosztowało mnie ładnych parę sekund straty. Na rowerze było bajecznie! Jazda na czas jest tym, co w triathlonie kocham najbardziej. Organizatorzy przygotowali szybką, płaską trasę z dobrą nawierzchnią, dzięki czemu osiągnąłem średnią prędkość 42km/h i z każdym nawrotem widziałem, jak oddalam się od rywali. Rower ukończyłem z bezpieczną przewagą 1’30” nad Michałem Siejakowskim. Następni zawodnicy byli znacznie dalej – kapitalne uczucie! Dzięki temu mogłem biec swoim komfortowym tempem (ok. 3:36/km) aż do samej mety, delektując się dopingiem kibiców.
Zawody w Malborku oceniam jako bardzo udane, nie tylko ze względu na mój dobry wynik. Bardzo odpowiada mi formuła startu bez draftingu, a dystans 1/4 IRONMAN’a można pokonać wiele razy w roku, bez szkody dla formy sportowej. Jest to też idealny start dla początkujących triathlonistów lub tych, którzy gorzej radzą sobie w wodzie. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, wyznaczając nowe standardy przygotowania zawodów triathlonowych w Polsce. Jeżeli tylko mi się uda, to wezmę udział w zawodach IRON TRIATHLON w przyszłym roku.
